| Gala Armwrestlingu Zawodowego Ukraina-Sudak |
 |
| Krystian Kruszyński / fot. Marcin Mielniczuk PAL |
|
Być na Krymie i nie odwiedzić miejscowości Sudak to tak, jakby w Warszawie nie zobaczyć Pałacu Kultury i Nauki. To bez wątpienia najbardziej malowniczy kurort na Krymie. Położony jest u stóp górującej nad miastem, doskonale zachowanej, najeżonej basztami i wieżami Genewskiej Twierdzy z XIVw. - unikalnego zabytku sztuki fortyfikacyjnej średniowiecza.
Otoczony górami, które skalnymi urwiskami schodzą wprost do morza, wśród których pełno jest zatoczek i ustronnych plaż. To niewielkie miasteczko obfituje w przeróżne rozrywki w dziesiątkach kawiarenek, barów, dyskotek, night-clubów, nie tylko przy nadmorskim bulwarze, ale i w rozległym parku w sercu miasteczka. Na terenie parku znajduje się Wesołe Miasteczko z "Diabelskim Kołem" o wysokości 60m. (doskonały punkt widokowy).
Właśnie w tej miejscowości pojawili się na kilka dni przed Vendettą polscy zawodnicy. Krystian Kruszyński oraz Artur Głowiński pokonali samochodem ponad 2300km aby dotrzeć w to malownicze miejsce. Pierwszy dzień w Sudaku polska ekipa armwrestlerów spędziła na odpoczywaniu po podróży. Natomiast drugiego dnia od samego rana Krystian i Artur rozpoczęli zwiedzanie Sudaku.
W dniu, w którym miały się odbyć pojedynki (tj. 30 lipca 2006 roku) polscy zawodnicy pozostali w domu. Zbierając energię na wieczór raczyli się owocami i czekoladą. Powiedzieli, że dzisiaj nie będą robić nic, co mogłoby spowodować utratę sił. więcej | Inne dyscypliny - Inne Felietony - Felietony Reportaże - Reportaże
|  |
| Z raju do piekła |
 |
| Otylia Jędrzejczak / fot. DEM |
|
Żona zabiła męża, siostra – brata. W obu przypadkach panie kierowały pojazdami, popełniając kardynalne błędy. W obu przypadkach – śmierci Arkadiusza Gołasia i Szymona Jędrzejczaka – kierowcy wykazali się brakiem wyobraźni wynikającym z braku doświadczenia.
Ktoś, kto ma – jak Otylia Jędrzejczak – prawo jazdy od kilkunastu miesięcy, nie może ufać swoim umiejętnościom. Ktoś, kto – w różnych warunkach drogowych – nie przejechał stu tysięcy kilometrów, nie powinien rozpędzać samochodu do prędkości 170 kilometrów na godzinę. Nawet na autostradzie, nie mówiąc o polskiej drodze krajowej, na której niebezpieczeństwo czyha na każdym jej odcinku. W obu przypadkach zginęły osoby kochane, w obu używamy określenia tragedia. Oba te przypadki wykazują też jak krótka jest droga od szczęścia do bezgranicznej rozpaczy, z raju – do piekła.
Ocena tragedii z udziałem Otylii Jędrzejczak, mimo że wypadek został nagłośniony, mimo że piszą i mówią o nim wszystkie media i wypowiadają się autorytety – także policyjne – przynosi mnóstwo sprzeczności. Rzecznik zaprzecza rzecznikowi, świadek – świadkowi. Jedna z wersji głosi, że Otylia wyprzedzała sznur pojazdów, inna – że... dwa. Między sznurem a dwoma jest zasadnicza różnica, bo jadące zderzak w zderzak tiry są utrapieniem polskich szos. Ich kierowcy nie chcą rozumieć, że należy zachować odstęp pozwalający szybszemu samochodowi osobowemu na schowanie się w razie konieczności. Policja nie ściga takiego typu drogowego piractwa, bowiem jej ulubionym zajęciem jest stanie w krzakach, z radarem. Zresztą, permanentny brak limitowanego paliwa nie pozwala policjantom na sensowne patrolowanie dróg i uczenie idiotów kultury jazdy. Nie zawsze bowiem największym zagrożeniem jest ten, kto jedzie szybko. Wolę szybkich, niż tych, którzy jadą głupio. więcej | Felietony - Felietony Przegląd prasy - Warszawski Kurier Sportowy
|  |
| Sędziowie. O czym tu gadać, jak nie ma o czym | Z dużej chmury mały deszcz - nic dziwnego, że z zapowiadanej afery sędziowskiej w Polsce zostały już tylko popłuczyny. Podejrzani zwolnieni (błąd w sztuce, trzeba było banknoty dla pana F. ze słynnej prowokacji oznakować i patrzeć tylko, gdzie wędrują). Oskarżyciel Dziurowicz schował się jak mysz do dziury, tak jakby się z kimś ugadał. A arbitrzy - niczym mityczna hydra - mają już kolejne, odrastąjące głowy.
Bowiem ostatnio, najbezczelniej w świecie, oburzyli się na słuszną karę dla kolegi, który orżnął z punktów Polonię. I zapowiedzieli solidarny opór wobec wszelkich sankcji za odstawianie lipy.
Trudno oprzeć sie wrażeniu, że powróciliśmy do punktu wyjścia.
Nie bardzo mnie interesuje, kto komu sprzedał mecz trzy lata temu w czwartej lidze (choć bawi się w to wciąż policja, aresztując właśnie działacza Zawiszy, który za 500 zł chciał rzekomo kupić mecz z Polonią Mogilno - nie lepiej było zwinąć jakąś babę na bazarze???).
Mnie nie interesują drobni łapówkarze (jak kraść to miliony), mnie interesuje rozwiązanie problemu sędziowania raz na zawsze. Tak, aby anonimowy nauczyciel czy hydraulik z Pcimia nie rościł sobie prawa do rozstrzygania walki zawodowców. By handlowiec z Pipidówki nie był ważniejszy od zawodników i nie strugał Colliny. By - tak w ogóle - sędzia stał cicho w kącie i nie pchał się na plan pierwszy. Paszoł won!
Bo czemu mamy znać tych akurat gamoni (sądząc po liczbie błędów, oczywiście), skoro nie znamy np. sędziów Sądu Najwyższego? Skoro nikt z nas nie zna sędziego biegu na 100 m przez płotki na igrzyskach i znać nie musi? więcej | Piłka nożna - Polska Felietony - Felietony Przegląd prasy - Tygodnik Kibica
|  |
| „Braveheart” lepszy od „Nikosia Dyzmy” | Droga młodzieży – Ty nie wiesz, że dawno, dawno temu ukuto w Polsce teorię, iż nie mamy predyspozycji do sportów zespołowych. Bo wielkie sukcesy święcili bokserzy (świeć Panie nad upadłym naszym pięściarstwem), sztangiści, szermierze, lekkoatleci, a w grach nijak nie mogliśmy dobić się światowego czy choćby europejskiego prymatu.
Kłam teorii zadali piłkarze Kazimierza Górskiego – trzecia drużyna pamiętnych mistrzostw świata 1974, mistrzowie olimpijscy 1972 i wicemistrzowie 1976 oraz siatkarze Huberta Wagnera – mistrzowie świata 1974 i mistrzowie olimpijscy 1976. O teorii zapomniano, jej twórcy poszli po rozum do głowy, dochodząc do niezwykle słusznego wniosku, że nie brak iskry Bożej jest decydujący, lecz brak właściwej organizacji i mądrych trenerów, którzy talenty poukładaliby w zespoły, a ponadto sami chcieli się uczyć.
Przypomniało mi się to wszystko, gdy nasze ukochane „Złotka” w Zagrzebiu rzuciły Europę na kolana, gdy w finale „postawiły blok – jak szafę, w której nie zmieściła się żadna włoska sukienka”. Trener Andrzej Niemczyk okazał się sukcesorem godnym mistrza Wagnera – tak jak on wierzył w efektywność pracy zawodniczek oraz własnej i inteligencję jego dziewczyn. One same dorzuciły do tego waleczne serca, hart ducha, umiejętność dążenia do zwycięstwa – po... trupach. Rosjanek i Włoszek. Faktem jest, że takiego zespołu zazdroszczą nam teraz wszyscy na kontynencie. więcej | Felietony - Felietony Przegląd prasy - Warszawski Kurier Sportowy
|  |
| Nie umilknie pieśń... |
 |
| Arkadiusz Gołaś odleciał na zawsze / fot. plusgsm.pl |
|
Każda śmierć nagła i tragiczna jest śmiercią bezsensowną, zwłaszcza, jeśli spotyka człowieka młodego – na progu życia, które zapowiadało się na bezgranicznie szczęśliwe. Taka właśnie bezsensowna śmierć zabrała nam Arka Gołasia. Miał 24 lata, w lipcu wziął ślub, a we wrześniu został pochowany.
Informacje o wypadku na austriackiej autostradzie, żałobnej mszy w Częstochowie i pogrzebie w rodzinnej Ostrołęce zostały skomentowane w internetowych portalach przez tysiące ludzi z całej Polski. Te tragiczne wieści ruszyły lawinę wymiany najsmutniejszych myśli, stworzyły nieformalną księgę kondolencyjną. Zarazem zjednoczyły w cierpieniu i współczuciu kibiców – od Szczecina po Przemyśl i od Białegostoku po Opole.
„Dzięki za wszystkie wielkie chwile, które nam ofiarowałeś, szkoda, że tak wcześnie zasłużyłeś na wieczność...”. „Nie umiera, kto pozostaje w pamięci żywych”. „Swoją niezwykłą osobowością dałeś nam wzór, jaką należy być młodzieżą – dziękuję Ci... Zawsze pozostaniesz w naszej pamięci!”. „Żegnamy Cię, Arek! Żegna Cię Cała Orneta! Może spotkamy się w niebie?”. „Kibice Jastrzębskiego Węgla żegnają Arka! Spoczywaj w spokoju! Żegnaj wielki siatkarzu!”. „Cała Łódź Cię żegna, Arku! Dziękujemy za to, że również my, łodzianie, nie mający mocnej siatkówki, mogliśmy Cię oglądać podczas meczów Ligi Światowej. Nigdy nie zapomnimy Ciebie i Twojej gry”. „To niesprawiedliwe, że tak młodzi ludzie odchodzą! Nowa Sól modli się za Ciebie, Arku. Pozostaniesz w naszej pamięci!”. więcej | Siatkówka - Polska Felietony - Felietony Przegląd prasy - Warszawski Kurier Sportowy
|  |
| Patologia jest normą | Donald Tusk w masce Zorro i napisem: „Ufasz anonimom?”. Włodzimierz Cimoszewicz – z czerwoną kropką na czole, niby hinduska bogini. Marek Borowski – w zamalowanych okularach, niczym generał Wojciech Jaruzelski. To przedwyborcze hece, które naród funduje kandydatom na prezydenta. Niegroźne, a nawet dowcipne, choć dewastacji plakatów pochwalać nie należy. Żeby jednak naród tylko tak się bawił...
Niestety. W Mielcu zatrzymano kilkudziesięciu uczestników starć pseudokibiców z policją. W zamieszkach brało udział pięćset osób; sześciu policjantów ma urazy, uszkodzono osiem radiowozów. Chuligani zarzucają policji, że jest winna śmierci młodego motocyklisty. To po czwartoligowym meczu Stali Mielec z Siarką Tarnobrzeg. W Nowym Mieście Lubawskim 49 chuliganom postawiono zarzuty czynnej napaści na policjantów podczas bijatyki podczas meczu miejscowej Drwęcy z Zagłębiem Sosnowiec. Żaden z zatrzymanych nie pochodzi z Sosnowca – bandyci stanowili pospolite ruszenie z Elbląga, Warszawy, Działdowa, Kwidzyna, Chełmży, Brodnicy i kilku innych miejscowości z północy Polski. Ci z Elbląga dojechali gimbusem, czyli autokarem do... przewozu uczniów. 22 policjantów zostało rannych, w tym trzech wymagało hospitalizacji. więcej | Piłka nożna - Polska Felietony - Felietony Przegląd prasy - Warszawski Kurier Sportowy
|  |
| Jak Wisła w Guimaraes "skisła" |
 |
| Z polskich drużyn miłą niespodziankę sprawił Groclin / fot. rclens.fr |
|
Gdzie się podziała Wisła, która stoczyła pasjonujący bój o Ligę Mistrzów? Odpowiedź wydaje się prosta - odpłynęła. Miała być walka o awans do fazy grupowej Pucharu UEFA, a tymczasem była jedna wielka żenada! Nie zawiódł jedynie Groclin Grodzisk Wlkp., który skazywany na pożarcie, wywalczył cenny remis 1:1 z silnym RC Lens.
"Biała Gwiazda" miała łatwo uporać się ze słabiutką Vitorią Guimaraes, w co wierzył święcie trener "mistrza Polski", Jerzy Engel. Okazało się, że grała tylko jedna drużyna. I nie była nią Wisła, a ostatnia drużyna portugalskiej ekstraklasy.
Żenada, dno, błazenada - można by wymienić wiele terminów, którymi wypadałoby określić grę pseudo mistrza Polski. Szkoda sobie strzępić języka. To, co krakowianie pokazali w Guimaraes woła o pomstę do nieba. Nic nie zostało z drużyny, która walczyła, wprawdzie bez powodzenia, ale walczyła, o Ligę Mistrzów. Lekką ręką pozbyto się Kalu Uche i Tomasza Frankowskiego - podpory klubu spod Wawelu. W ich miejsce sprowadzono, jeden Bóg wie po co, beznadziejnie słabego Pawła Kryszałowicza, który snuł się przez cały czwartkowy mecz po boisku. Jako, że jest to pupilek trenera Engela, rozegrał całe spotkanie. To samo należy powiedzieć o Konradzie Gołosiu. Kolejny "wielki" piłkarz, który nie potrafił dograć ani jednego celnego podania, notował jedynie straty.
Kiedy po pierwszej połowie, któryś z wyżej wymienionych powinien opuścic plac gry,
niespodziewanie do szatni zszedł Paweł Brożek. Zupełnie niewidoczny był Brazylijczyk Paulista,
nic wielkiego nie wniósł ani Andre Barreto, ani Marcin Kuźba. Kolejny raz potwierdziło się, jak
"dobrym" zawodnikiem jest Marek Zieńczuk, który jak widać gole potrafi zdobywać jedynie w polskiej "ekstraklasie". więcej | Piłka nożna - Polska Piłka nożna - Francja Piłka nożna - Portugalia Piłka nożna - Puchar UEFA Felietony - Felietony
|  |
| Ministerstwo jako żaba |
 |
| Premier Marek Belka utworzył Ministerstwo Sportu w miejsce MENiS / fot. kprm.gov.pl |
|
Od kilku dni działa w Polsce Ministerstwo Sportu. Ministrem jest premier Marek Belka, sekretarzem stanu – Jerzy Ciszewski, a podsekretarzem Jerzy Kraśnicki. 23 sierpnia Rady Ministrów jednogłośnie zatwierdziła rozporządzenie o likwidacji Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu, a także powstaniu dwóch odrębnych resortów – Edukacji Narodowej oraz Sportu. Rozporządzenie weszło w życie 1 września 2005 roku – zatem stan faktyczny jest taki, jak wspomniałem wyżej.
Gdy informowano o powstaniu Ministerstwa Sportu, jedni – głównie przedstawiciele środowisk sportowych – z entuzjazmem wyrażali się o inicjatywie rządu, zrodzonej z wcześniejszego podpisania Ustawy o Sporcie Kwalifikowanym, inni sceptycznie ocenili decyzję Rady Ministrów. Jak zwykle – poszło o pieniądze, czyli różne wyliczenia wydatków. Były opinie, że nowe ministerstwo nic nie będzie kosztowało, bowiem zostanie utworzone na bazie likwidowanej Polskiej Konfederacji Sportu, ale pojawiły się też głosy, że lewicowy rząd, który wkrótce ustąpi, podrzucił nowym władzom „żabę” finansowo trudną do przełknięcia. Tabuny urzędników i nowy lokal miały – rzekomo – kosztować setki milionów złotych.
Idea utworzenia wydzielonego Ministerstwa Sportu urodziła się w parlamencie i poparły ją wszystkie kluby. Do głównych zadań należeć miały: rozwój sportu powszechnego i wyczynowego, nadzór nad związkami sportowymi, podział pieniędzy z totolotka oraz z reklam piwa. więcej | Felietony - Felietony Przegląd prasy - Warszawski Kurier Sportowy
|  |
| Horror na własne życzenie |
 |
| Jan Tomaszewski / fot. Tygodnik Kibica |
|
NIKOMU, oprócz kilku graczy, szkoleniowcom i prezesowi Antoniemu Piechniczkowi, nie trzeba było tłumaczyć, że mecze z Austriakami i Walijczykami będą miały kluczowe znaczenie w ewentualnym awansie do niemieckiego mundialu. Nawet w przypadku zajęcia przez naszą drużynę drugiego miejsca w eliminacyjnej grupie.
Niestety, wydarzenia, które miały miejsce na przedmeczowym zgrupowaniu, potwierdziły, iż nie wszyscy traktują ewentualny awans jako cel nadrzędny, co w konsekwencji o mały włos nie doprowadziło do straty dwóch punktów w Chorzowie.
Mam tu na myśli wyjazdy Tomasza Frankowskiego do Hiszpanii, Kamila Kosowskiego do Anglii i nerwowe, rozpraszające przedmeczową koncentrację, dywagacje o eskapadzie dwóch kolejnych Wiślaków (Sobolewski, Baszczyński) do zachodnich klubów, ponieważ właściciel Białej Gwiazdy zdecydował się w ostatnim momencie na grupową wyprzedaż zawodników. więcej | Piłka nożna - Polska Piłka nożna - Mistrzostwa świata Felietony - Felietony Przegląd prasy - Warszawski Kurier Sportowy
|  |
| Co widać i słychać |
 |
| Tygodnik Kibica / fot. Tygodnik Kibica |
|
Dokładnie 20 lat temu – 11 września 1985 – po bezbramkowym remisie z Belgią na Stadionie Śląskim w Chorzowie Polska po raz czwarty z rzędu zakwalifikowała się do finałów piłkarskich mistrzostw świata. Byłem na tym meczu, a potem z zażenowaniem słuchałem na konferencji prasowej zarzutów ówczesnych dziennikarskich hunwejbinów, z których kilku dzisiaj uchodzi za fachowców z dużym autorytetem, pod adresem trenera Antoniego Piechniczka.
Ówczesny selekcjoner reprezentacji, który powtórzył wówczas swoje osiągnięcie sprzed czterech lat, ma o to żal do dzisiaj i często o tym mówi – zamiast wiwatów i gratulacji spotkał się po meczu z zarzutami, dlaczego było tylko 0:0 i to w słabym stylu.
Przypomniała mi się ta scena z zatłoczonej salki konferencyjnej chorzowskiego stadionu w sobotę, gdy telewizyjny “wywiadowca” zapytał Pawła Janasa, czy jest szczęściarzem. Janas przytomnie sprostował: “Jestem szczęśliwy”, ale poczuł przecież, że w tym pytaniu postawiony został zarzut. więcej | Piłka nożna - Polska Felietony - Felietony Przegląd prasy - Tygodnik Kibica
|  |
|